5 filmów o rekinach, których nie się da opisać, ale które musisz obejrzeć

5 filmów o rekinach, których nie się da opisać, ale które musisz obejrzeć.

W Duchowych Kulturystach, jak to w życiu – raz robimy plecy, a raz nogi. Ja jestem fanką nóg, dlatego częściej włączam TV Puls, niż uczestniczę w festiwalach filmowych. Ale nic na to nie poradzę – uwielbiam bardzo złe filmy. Takie, w których próżno szukać logiki, a kicz wyziera z każdego zakamarka kartonowej scenografii i montowanych w paincie efektów specjalnych. Z kolei twórcy bardzo złych filmów uwielbiają historie o wielkich krwiożerczych rybach-ludojadach. Przed wami 5 „hilarycznych” tytułów, obok których żaden fan złego kina i ryzykownego wypoczynku nad oceanem nie może przejść obojętnie.

Szczęki

Światową panikę przed żarłaczami białymi zawdzięczamy Spielbergowi i jego serii o rekinie ludojadzie, która to w tym roku obchodziła 40-lecie. To dzięki jednemu żarłaczowi, który w niewybredny sposób zakłóca spokój smażących się na plaży turystów i z uporem Macierewicza poluje na kolejne ofiary, rekiny zawdzięczają swoją niesławę, a charakterystyczny motyw muzyczny zwiastujący nadejście krwiożerczej bestii wciąż u niejednego wywołuje gęsią skórkę.

Podczas gdy nieostrożni plażowicze są pożerani jeden za drugim, zachłanny burmistrz nie chce wprowadzić alarmu, bo boi się o swoje biznesy. Znamienne, prawda? Na szczęście każda amerykańska historia ma swoich bohaterów i tu byli nimi niezapomniani Roy Scheider (szeryf Martin Brody), Robert Shown (łowca rekinów – kapitan Quint) i Richard Dreyfuss (ichtiolog Martin Hooper). God bless America!

Dobrze czasem odświeżyć sobie takie klasyczne sceny jak walkę rekina z helikopterem czy brawurową bitwę na kutrze, wszędzie tryskającą krew i rozrywane na pół ciała bezbronnych plażowiczów.

Choć w Szczękach historia toczy się wokół rekina, ten po raz pierwszy na ekranie pokazuje się dopiero po godzinie. Jednak warto było czekać, bo seria Szczęk zdobyła 14 nagród, w tym 3 Oscary, zarobiła ponad 470 milionów dolka i doczekała się milionów fanów.

Sharknado

Sharknado, czyli po naszemu „Rekinado”, to kultowa już seria telewizyjna zbierająca entuzjastyczne oklaski nawet na Comic Conie. Najwybitniejsi hollywoodzcy aktorzy, tacy jak Ian Zering, Tara Ried i w trzeciej części – sam David Hassellhof – ratują świat przed wielkimi drapieżnymi rybami, które to niesione siłą tornado napadają na ludzi w środku miasta albo, dajmy na to, w samolocie. W tych filmach nikt nie może czuć się bezpieczny, bo nic tu nie ma sensu:

Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, jak w pierwszej części fabuła toczy się przez jakieś pół filmu, gdy bohaterowie zza okien plażowej knajpy oglądają zbliżające się tornado i… wciąż spokojnie piją piwo. Gdy wreszcie zorientują się, że wypadałoby się ratować, jest już za późno, a krwiożercze ludojady spadają z nieba prosto do salonów willi w Los Angeles. Potem jest już tylko jedna wielka krwawa jatka piłą mechaniczną, która trwa do samego końca trzeciej części.

 

Producenci Sharknado niestety zbyt szybko jorgnęli się, że ich film woła o pomstę do nieba, dlatego w poszli za ciosem i poziomem absurdu w trzeciej części zadziwili nawet samych siebie. Nie to, żeby przez to nagle film stracił na wiarygodności…

Piekielna Głębia

Od filmów klasy Z, które produkowano z myślą o kinie Z, gorsze są tylko takie filmy, które z założenia miały być kinowymi superprodukcjami. I do nich właśnie należy Piekielna Głębia, opowiadająca o grupie naukowców, którzy, poszukując leku na Alzheimera, dłubią sobie w rekinich genach.

Long story short – dostajemy Samuela L. Jacksona i LL Cool J walczących na śmierć i życie z grupką zmutowanych żarłaczy białych, które pod wpływem sztucznie zwiększonej inteligencji postanawiają zawładnąć światem… albo po prostu zjeść swoich oprawców. Tak czy siak, jest okrutnie i to okrutnie źle.

Rekin Widmo

Moje najnowsze odkrycie. Wszystko zaczyna się wtedy, gdy podpity typowy douchebag ze swojego luksusowego jachtu rzuca harpunem w bogu ducha winnego żarłacza białego. Temu udaje się dotrzeć do tajemniczej jaskini i tam wyzionąć… ducha. Który to potem w zemście za swoją śmierć nawiedza małe nadmorskie miasteczko, skacząc radośnie od kałuży do kałuży i zabijając wszystkich na swojej drodze. Tak, duch. Tak, w rekinie. Po tym filmie boję się chodzić do łazienki, bo jak tylko przypomnę sobie tę scenę, gdy typ traci życie na kiblu, to ze śmiechu dostaję czkawki. Jazda na maksa i z odpiętymi pasami.

Rekiny z plaży

Klasyk z repertuaru stacji TV Puls 2, o którym pewnie myśleli organizatorzy Openera, przenosząc go z plaży na bezpieczne tereny lotniska w Babich Dołach. Bo w Sand Sharks na festiwalową młodzież czyhają prehistoryczne dino-kiny, które zostały obudzone przez donośne basy dochodzące z pobliskiej plaży (no dobra, tak naprawdę to było trzęsienie ziemi). Jak donosi oficjalny opis filmu: panika rośnie, gdy okazuje się, że rekiny nie tylko pływają w oceanie, ale także sprawnie poruszają się po piaszczystej plaży.

Co więcej, film jest dostępny na Kinopleksie i w dodatku każą sobie za niego płacić ?

Rekini fun fact

Rekiny mają specjalne miejsce w sercu producentów telewizyjnych nie tylko za sprawą Sharknado. Dość popularny w internetach zwrot „dżampnęli szarka” znaczy mniej więcej tyle co „odjechał im peron”, „puścili się poręczy” czy klasycznie „stracili rozum”. A dżampnąć szarka, czy też po prostu przeskoczenie rekina to moment, w którym fabuła serialu zalicza absurdalny zwrot akcji mający na celu jedynie przedłużenie istnienia samej produkcji. Nazwa ta pochodzi od sceny z serialu Happy Days (1977), w którym to jeden z bohaterów przeskakuje rekina, jadąc na nartach wodnych. O, tak: